o co właściwie chodzi z tą gazelą ?!

No właśnie, czemu akurat gazela? A nie rodzima łania.

I dlaczego od nosorożca do gazeli, a nie od słonia czy hipopotama ?!

Nie wiem, już nie pamiętam… ale to hasło towarzyszy mi już od dawna. Wymyśliłam je podczas jednego z okresów odchudzania. A było już ich kilka…

Nie lubię siebie grubej – czuję się właśnie jak ociężały nosorożec, zamknięta w pancerzu, chowam się w dużej kałuży z błota i z zazdrością patrzę na energiczne i szybkie gazele, brykające z werwą…. I taka się gdzieś w głębi czuje – gazelowata… No tylko ciągle siedzę w kałuży i czekam na cud.

Udawało mi się już wcześniej schudnąć i to nie raz, ale w niedługim okresie waga wracała i to zawsze z nawiązką…

Dużo czasu zajęło mi zrozumienie, że to ja jestem za to odpowiedzialna, że ja to robię sobie sama… I jak chudnę to nie zdarza się cud, tylko jest to moja praca oraz moje decyzje. Podejmowane z każdym kęsem i z każdym ruszeniem tyłka z kanapy.

I doskonale wiem co powinnam jeść i jak powinnam ćwiczyć, tylko po kilku dniach, tygodniach gubiłam zapał… Odpuszczałam…. Traciłam motywację.

Bo prawda jest taka: z motywacją jest jak z kąpielą. Bycie zmotywowanym raz w tygodniu do diety i ćwiczeń, jest jak kąpiel raz w tygodniu. Niby lepiej niż wcale…ale to stanowczo za mało aby osiągnąć jakikolwiek rezultat.

A bez niej nic się nie wydarza. Bo naprawdę życzyła bym sobie, aby mi się chciało, tak jak mi się czasem totalnie nie chce…

W tym blogu chce się dzielić swoim przemyśleniami i tym co mnie motywuje do zmiany w gazelę. Co pomaga mi wciągnąć dresy i zrobić jeszcze 10 powtórzeń, wstać rano i ugotować sobie zdrowe jedzenie, a wieczorem wcinać marchewkę zamiast czekolady z orzechami, jak dopada mnie frustracha i stres.

Jednak najważniejsze pytanie to: po co?

No więc po co to ja to robię? Po co chce się zmieniać zamiast zaakceptować siebie taką, jaka jestem. Przecież jestem w miarę sprawna, ogarnięta, mam swoje sukcesy w życiu, wokół cudownych przyjaciół.  Ogólnie jestem fajną, lubianą i wesołą kobietą ciągle jeszcze z 3 z przodu, z szalonymi pomysłami i marzeniami do zrealizowania.

Powodów jest kilka, ale dwa są najważniejsze:

  1. Zawsze od dziecka chciałam być szczupła, nie gruba. To było zawsze moja największe marzenie – obudzić się rano i być szczupła; żeby w końcu nikt mi nie dokuczał i żebym przestała się wstydzić samej siebie. I w końcu chcę się tak poczuć, któregoś ranka wyskakując z łóżka.
  2. Moja młodsza siostra, która też jest gruba. Od niedawna ma pierwszy etap cukrzycy i nie zgadzam się na to, aby ona była chora i cierpiała na te wszystkie powikłania oraz do końca życia brała leki a z czasem zastrzyki, ale nie zrobię tego za nią.
    Jedyne co mogę zrobić to udowodnić jej na swoim przykładzie, że można schudnąć i być szczupłą. Skoro ja mogę, to ona też da radę, bo z nas dwóch to ona jest ta bystrzejsza, choć mniej gadatliwa.

 

I to by było na tyle dzisiaj – ruszam tyłek z kanapy, aby poćwiczyć.

 

 

  • Share post

One comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *